Amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) zatwierdziła bemotrizinol (BEMT) – pierwszy nowy filtr przeciwsłoneczny dopuszczony do stosowania w USA od końca lat 90. XX wieku. Dla przeciętnego konsumenta może to brzmieć jak kolejna regulacyjna aktualizacja, ale w branży beauty decyzja została odebrana jako ważny sygnał, że FDA zaczyna łagodzić swoje wyjątkowo ostrożne podejście do kategorii ochrony przeciwsłonecznej.
Od lat eksperci zwracają uwagę, że amerykański rynek SPF rozwijał się znacznie wolniej niż Europa, Australia czy kraje Azji, zwłaszcza Korea Południowa i Japonia. Nie wynikało to z braku innowacji, lecz z regulacji. W USA filtry przeciwsłoneczne są traktowane jak leki dostępne bez recepty, co oznacza długie i kosztowne procedury dopuszczenia nowych składników. Tymczasem w wielu innych częściach świata funkcjonują one jako składniki kosmetyczne, dzięki czemu producenci mogą szybciej wdrażać nowe technologie ochrony UV.
Efekt? Europejskie, australijskie i azjatyckie produkty SPF od lat korzystają z filtrów, które zapewniają wysoką ochronę UVA i UVB, są bardziej fotostabilne, a jednocześnie pozwalają tworzyć lekkie, komfortowe formuły. To właśnie dlatego koreańskie kremy z filtrem, japońskie esencje SPF czy europejskie dermokosmetyki przeciwsłoneczne zdobyły tak dużą popularność również wśród amerykańskich konsumentów.
W Stanach Zjednoczonych przez lata powstał wręcz osobny segment konsumentów, którzy filtry przeciwsłoneczne przywożą z zagranicznych podróży lub zamawiają przez internet z Europy i Azji. Na TikToku, Reddicie czy YouTubie regularnie pojawiają się porównania amerykańskich i koreańskich SPF-ów, a dyskusje o tym, dlaczego europejskie czy azjatyckie filtry są lepsze, należą do najczęściej powracających tematów w społeczności skincare. Dla wielu użytkowników różnica nie dotyczy wyłącznie poziomu ochrony, ale także codziennego komfortu stosowania – braku białego filmu, lepszego wykończenia na skórze czy większej lekkości formuły.
W tym kontekście zatwierdzenie bemotrizinolu ma znaczenie wykraczające poza jeden składnik. Filtr ten od dawna jest obecny w produktach sprzedawanych w Europie, Australii czy Azji i cieszy się opinią jednego z najbardziej zaawansowanych technologicznie rozwiązań w ochronie przeciwsłonecznej. Zapewnia szerokie spektrum ochrony przed promieniowaniem UVA i UVB oraz charakteryzuje się wysoką fotostabilnością.
Jeszcze ważniejsze jest jednak pytanie, czy decyzja FDA okaże się początkiem szerszych zmian. Branża od lat apeluje o modernizację amerykańskich regulacji dotyczących filtrów UV i większe otwarcie na rozwiązania, które od dawna funkcjonują na innych rynkach. Zatwierdzenie pierwszego nowego filtra od ponad ćwierć wieku nie oznacza jeszcze rewolucji, ale może być pierwszym krokiem w kierunku zmniejszenia dystansu dzielącego amerykański rynek SPF od Europy, Australii i Azji.
Dla producentów oznacza to szansę na tworzenie nowocześniejszych formuł, a dla amerykańskich konsumentów – potencjalnie większy wybór produktów, których nie trzeba będzie już szukać podczas wakacji w Paryżu, Seulu czy Tokio.